Od 1 stycznia 2018 r. strona nie jest aktualizowana.

Tematyka wolności słowa została przeniesiona na stronę główną
Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dostępną na: www.hfhr.pl

TS UE: Czy można zniknąć z Googla? PDF Drukuj Email
Czwartek, 15 Maj 2014 11:32
Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wydał długo oczekiwany wyrok w sprawie Google Spain i Google (sprawa C-131/12). Trybunał uznał, że można żądać usunięcia niektórych wyników wyszukiwania wyświetlanych po wpisaniu w okno wyszukiwarki imienia i nazwiska.

Orzeczenie bez wątpienia będzie miało wpływ na interpretację nowego rozporządzenia o ochronie danych osobowych w Unii Europejskiej i przepisów dotyczących tzw. „prawa do bycia zapomnianym”. Co ciekawe, Trybunał nie podzielił opinii rzecznika generalnego Niilo Jaaskinena. Rozstrzygnięcie zaproponowane przez rzecznika było korzystniejsze dla operatorów wyszukiwarki. Jego zdaniem nie powinni być oni uznani za administratorów danych osobowych zawartych w wynikach wyszukiwania. W konsekwencji nie można od nich żądać modyfikacji tych wyników. Trybunał był jednak innego zdania. Nie podzielił stanowiska rzecznika, który wyszukiwarkom przypisał rolę bierną i jedynie pośredniczącą.

Sprawa C-131/12


Sprawa przed Trybunałem Sprawiedliwości w Luksemburgu ma swój początek w Hiszpanii. W 2010 roku skarżący, po bezskutecznej interwencji u wydawcy gazety, wystąpił do firmy Google z żądaniem, by wyniki wyszukiwania nie wskazywały linków do nieaktualnych treści sprzed kilku lat. Kwestionowane treści to internetowa wersja ogłoszenia dotyczącego licytacji nieruchomości w związku z niezapłaceniem ubezpieczenia społecznego. Mimo że licytacja odbyła się ponad dziesięć lat wcześniej i sprawa przestała być aktualna linki nadal znajdowały się liście wyszukiwania. Skarżący interweniował w swojej sprawie w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Hiszpański odpowiednik GIODO przychylił się do skargi i zażądał od wyszukiwarki Google wycofania danych skarżącego z jej indeksów. Urząd uznał jednak, że dostępne na stronie internetowej gazety informacje o licytacji należy pozostawić tam ze względu na ich legalny charakter – publikacja została zrealizowana na podstawie zarządzenia Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej.

Hiszpański sąd miał wątpliwości co do słuszności usuwania danych z indeksów wyszukiwarki i skierował sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Opinia rzecznika

Dla rzecznika kluczowe było znalezienie odpowiedzi na pytanie, czy Google są administratorem danych osobowych. Jego zdaniem wyszukiwarka jedynie dostarcza narzędzi lokalizacji informacji, nie administruje jednak danymi ze stron internetowych. To wydawca materiałów źródłowych zawierających dane osobowe ma wpływ na ich treść i to on może zastosować tzw. „kody wyłączenia”, które uniemożliwią pojawianie się strony w wyszukiwarce. Rzecznik uznał, że funkcja Google jest bierna, pośrednicząca i jako taka nie daje „rzeczywistej kontroli” nad przetwarzanymi danymi. Analogicznie do przekazywania informacji przy pomocy urządzeń telekomunikacyjnych czy świadczenia usług hostingowych, za administratora należy uznać tego, od kogo pochodzi komunikat, nie zaś osobę wykonującą usługę w zakresie transmisji czy przechowywania danych. Te podobieństwa prowadziły do konkluzji, że w przypadku lokalizowania informacji, które ma charakter zautomatyzowany, techniczny i bierny nie można mówić o „administrowaniu”. Zdaniem rzecznika dopóki Google respektuje stosowanie kodów wyłączenia, nie odpowiada za dane osobowe.

Poszukując odpowiedzi na pytanie czy państwa i Unia powinny egzekwować od podmiotów prywatnych, takich jak firma Google, prawo użytkowników do „bycia zapomnianym” przez wyszukiwarki, rzecznik generalny przyjrzał się prawom zagwarantowanym przez Kartę Praw Podstawowych. Ważąc sprzeczne interesy, na jednej szali położył prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego, którego elementem jest prawo do ochrony danych osobowych. Na drugiej – wolność wypowiedzi wydawców stron internetowych i osób publikujących w internecie, a także prawo do informacji użytkowników internetu. W opinii rzecznika w szczególności w świetle nasilających się tendencji do cenzurowania treści przez reżimy autorytarne prawo do informacji zasługuje na szczególną ochronę w prawie UE. Rzecznik wspomniał także o konieczności poszanowania prawa do prowadzenia działalności gospodarczej dostawców usług wyszukiwania, które dla sprawnego funkcjonowania rynku wewnątrz Unii ma kluczowe znaczenie. Ostatecznie, zdaniem rzecznika, w zaistniałej sytuacji nie było możliwości wzmocnienia ochrony osób, których dotyczą dane opublikowane w sieci legalnie. Uznanie, że każdy ma prawo skorzystania z prawa do bycia zapomnianym  pociągałoby za sobą poświęcenie innych kluczowych praw, takich jak swoboda wypowiedzi czy prawo do informacji.

Orzeczenie Trybunału

Wyrok TSUE wskazuje, że Trybunał nie podzielił przekonania rzecznika, że Google  nie ma „kontroli” nad treściami. Po pierwsze Trybunał uznał, że działanie operatora wyszukiwarki należy zakwalifikować jako przetwarzanie danych osobowych a sam operator jest administratorem danych osobowych. Trybunał uznał, że do przetwarzania dokonywanego przez Google Spain mają zastosowanie przepisy europejskie, mimo że główna siedziba spółki jest poza granicami Europy.

Trybunał w Luksemburgu podkreślił, że działalność wyszukiwarki ma charakter dodatkowy względem tej prowadzonej przez wydawców. TSUE zwrócił szczególna uwagę na to, że działanie operatora wyszukiwarki mają szczególny wpływ na prywatność jednostki.  W opinii TSUE:

„dokonywane za pomocą wyszukiwarek internetowych porządkowanie i łączenie w poszczególne całości publikowanych w Internecie informacji w celu ułatwienia jego użytkownikom dostępu do nich może − w sytuacji, gdy prowadzą oni wyszukiwanie przyjmując za punkt wyjścia imię i nazwisko osoby fizycznej − prowadzić do tego, że ci użytkownicy otrzymają w postaci listy wyników wyszukiwania ustrukturyzowany przegląd dotyczących tej osoby informacji, jakie można znaleźć w Internecie, umożliwiających im sporządzenie mniej lub bardziej szczegółowego profilu danej osoby”.

W opinii Trybunału w związku z ogromnym wpływem działania wyszukiwarek na prywatność jednostki, na operatorach ciążą pewne obowiązki. Operator jest między innymi zobowiązany, jeśli zaistnieją określone warunki, do usunięcia z wyświetlanej listy wyników wyszukiwania, która powstaje po wpisaniu w wyszukiwarkę imienia i nazwiska danej osoby, linków do publikowanych przez podmioty trzecie stron internetowych zawierających informacje na temat tej osoby. W opinii Trybunału tego rodzaju zobowiązanie może zaistnieć nawet w sytuacji, gdy informacje, do których prowadzi odnośnik zostały opublikowane zgodnie z prawem. W związku z tym osoba żądająca usunięcia linków nie musi w pierwszej kolejności zgłaszać się do wydawcy, aby móc oczekiwać usunięcia odnośników przez operatora wyszukiwarki. Trybunał uznał także, że można żądać od operatora wyszukiwarki usunięcia w listy wyszukiwania linków do określonych stron ze względu na to, że dana osoba nie życzy sobie aby zawarte na stronach internetowych informacje były także „pamiętane” przez wyszukiwarkę.

Działalność wyszukiwarek a prawa podstawowe

Temat wyszukiwarek internetowych był przedmiotem opublikowanych w 2012 roku rekomendacji Komitetu Ministrów Rady Europy. Komitet dostrzegł ich kluczową rolę w docieraniu do istotnych informacji i tym samym do korzystania z prawa do informacji. Aby ułatwić użytkownikom znalezienia określonych treści w sieci, wyszukiwarki internetowe powinny mieć możliwość swobodnego indeksowania stron internetowych.

Jednocześnie podstawowa funkcja wyszukiwarek, tj. dostarczanie treści w postaci listy wyników wyszukiwania, w sytuacji, kiedy hasłem wyszukiwania jest imię i nazwisko, wzbudziła obawy Komitetu. Poprzez agregowanie danych z różnych źródeł wyszukiwarki tworzą bowiem „profile” użytkowników. W związku z tymi wątpliwościami Ministrowie rekomendowali państwom członkowskim wprowadzenie mechanizmów, które pozwoliłyby na skuteczne usuwanie niektórych wyników z listy wyszukiwania, lub umieszczanie ich wystarczająco nisko na liście wyników, tak żeby zachować równowagę między dostępnością danych a szacunkiem dla celu umieszczenie ich w internecie.

Sędziowie orzekający w sprawie Google Spain i Google zdają się podzielać wątpliwości Komitetu Ministrów. W orzeczeniu TSUE nacisk położony jest na konieczność ochrony prywatności i niewiele uwagi poświęcono kwestiom swobody wypowiedzi czy dostępu do informacji. Pojawiają się już pierwsze głosy, że decyzja Trybunału wpłynie negatywnie na wolność słowa i swobodę informacji. Nie mniej jednak, dzisiejsze orzeczenie zdaje się odpowiadać kierunkowi obranemu przez Trybunał w wyroku w sprawie dyrektywy retencyjnej. W sprawie Google Spain i Google Trybunał ponownie zdecydowanie opowiedział się po stronie prywatności.


Autorką tekstu jest Zuzanna Warso, z.warso@hfhr.org.pl. Tekst pochodzi z potralu www.europapraw.org
 

 
TSUE: Dyrektywa o retencji danych jest nieważna PDF Drukuj Email
Wtorek, 08 Kwiecień 2014 11:06
 Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej stwierdził w wyroku z 8 kwietnia 2014 r., że tzw. „Dyrektywa retencyjna”  jest nieważna (sygn. akt C-293/12 i C-594/12). Dyrektywa stanowi podstawę do przechowywania przez operatorów telekomunikacyjnych danych o połączeniach telefonicznych obywateli UE (m. in. billingów, danych lokalizacyjnych) oraz podstawę dostępu do tych danych przez sądy, organy ścigania i służby specjalne państw członkowskich.   

alt

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej

Trybunał zauważył, że retencja danych telekomunikacyjnych może głęboko ingerować w prawo do prywatności oraz prawo do ochrony danych osobowych. Analiza gromadzonych danych telekomunikacyjnych pozwala na rekonstrukcję kontaktów danej osoby, ustalenie miejsc pobytu abonenta w określonym czasie, czy rutyny poruszania się. Powyższe zagrożenia dobrze obrazuje prowadzona w ramach Obserwatorium sprawa Bogdana Wróblewskiego (czytaj szerzej:Uzasadnienie wyroku Sądu Apelacyjnego w sprawie B. Wróblewskiego vs. CBA.)

Zdaniem Trybunału narzędzie to może być w pewnych sytuacjach dopuszczalne, ale tylko pod warunkiem narzucenia odpowiednich gwarancji jego stosowania, chroniących obywateli przed nieproporcjonalną ingerencją w ich prawa i wolności. Zdaniem Trybunału obowiązująca dyrektywa retencyjna nie spełnia tego wymogu. Dyrektywa nie określa wystarczająco rygorystycznych ram prawnych, które gwarantowałyby, że służby będą mogły korzystać z danych telekomunikacyjnych w niezbędnym zakresie i tylko w celu ścigania najpoważniejszych przestępstw.  Nie wprowadza obowiązku poddania korzystania z retencji kontroli sądowej oraz nie precyzuje kryteriów, w oparciu o które należy uregulować okres zatrzymywania danych. Nie przewiduje także zróżnicowania w warunkach korzystania z retencji ze względu na różne kategorie danych telekomunikacyjnych oraz obowiązku niszczenia danych po upływie okresu retencji. Trybunał skrytykował także to, że dyrektywa nie nakłada obowiązku, by dane podlagające zatrzymaniu były przechowywane na terenie Unii Europejskiej.

 „Wszystkie te problemy znajdują swoje odzwierciedlenie na gruncie polskiej regulacji retencji danych telekomunikacyjnych” – mówi Dorota Głowacka, prawniczka HFPC. „Obecne przepisy umożliwiają dość swobodny dostęp do tych danych przez różne służby i mogą sprzyjać nadużyciom. HFPC od dawna zwracała uwagę na konieczność zmiany prawa w tym zakresie. Postulowała m. in. wprowadzenie efektywnego mechanizmu zewnętrznego nadzoru nad korzystaniem z retencji, konieczność stworzenia zamkniętego katalogu poważnych przestępstw, w przypadku których podmioty uprawnione będą mogły korzystać z tego narzędzia czy wprowadzenie obowiązku notyfikacji osoby, której dane zostały pozyskane” – mówi Dorota Głowacka.   

Dr Adam Bodnar, wiceprezes HFPC dodaje: „Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej będzie miał bez wątpienia wpływ na orzeczenie naszego Trybunału Konstytucyjnego, który aktualnie rozpatruje zgodność wykorzystywania billingów telefonicznych i dostęp do nich przez służby, policję i prokuraturę z Konstytucją RP. Interpretacja odnośnie ochrony prawa do prywatności oraz zasady proporcjonalności przyjęta przez Trybunał w Luksemburgu powinna zostać uwzględniona w wyroku TK”.

Przepisy dotyczące korzystania z retencji danych telekomunikacyjnych zostały dotychczas uznane za niekonstytucyjne m. in. w Niemczech, Rumunii i Czechach.

 
Wyrok ETPC w sprawie Błaja News Sp. z o.o. przeciwko Polsce. Polska nie naruszyła art 10 EKPC PDF Drukuj Email
Wtorek, 17 Grudzień 2013 10:56
Europejski Trybunał Praw Człowieka 26 listopada 2013 r. wydał wyrok w sprawie Błaja News Sp. z o.o. przeciwko Polsce, stwierdzając, ze Polska nie naruszyła art. 10 EKPC. Wyrok ten został skomentowany przez Dominikę Bychawską – Siniarską w felietonie opublikowanym w dodatku „Prawnik” do Dziennika Gazety Prawnej.

Stan faktyczny:

W „Tygodniku Nieklerykalnym Fakty i Mity” z października 2007 r. na pierwszej stronie umieszczono informację, że ówczesny prokurator generalny Zbigniew Ziobro "toleruje handlarza narkotyków" w łódzkiej prokuraturze, osobę powiązaną ze światem przestępczym, która miała pomagać swojemu mężowi nabywać narkotyki, jednocześnie gwarantując bezpieczeństwo. Autor artykułu posługiwał się samym imieniem kobiety (dodając, że jest ona łódzkim prokuratorem), ale dzięki innym określeniom identyfikacja dla lokalnego środowiska prawniczego nie stanowiła problemu. W tekście przywołano jedną z transakcji pomiędzy mężem prokurator a Piotrem P., rzekomo odbywającą się w samochodzie należącym do kobiety i w jej towarzystwie.

Prokurator pozwała na podstawie przepisów kodeksu cywilnego o ochronę dóbr osobistych redaktora naczelnego tygodnika oraz autora artykułu. Sądy uznały powództwo w obu instancjach i nakazały "Faktom i Mitom" przeproszenie kobiety oraz zapłacenie jej 30 tys. zł zadośćuczynienia. W uzasadnieniu wyroku wskazano, że dziennikarz opisał nieprawdziwie zdarzenia, a opierając swe zarzuty tylko na jednym źródle nie dochował rzetelności i staranności. W toku postępowania ustalono bowiem, że mąż pani prokurator - oficjalnie zajmujący się sprowadzaniem zagranicznej odzieży – rzeczywiście był zamieszany w handel amfetaminą, natomiast ona sama nie była tego świadoma. Pozwani złożyli bezskuteczną skargę kasacyjną oraz zwrócili się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wskazując, że sądy polskie uznając powództwo przeciwko nim doprowadziły do naruszenia wolności słowa (art. 10 Konwencji).

Wyrok ETPC

W wyroku z 26 listopada 2013 (sprawa Błaja News Sp. z o.o. przeciwko Polsce nr 59545/10) ETPC przypomniał, że wolność słowa nie jest prawem absolutnym i może podlegać ograniczeniom ze względu na ochronę reputacji innych. Prokuratura, jak i cała władza sądownicza, powinna budzić zainteresowanie mediów, niemniej dziennikarze nie są zwolnieni z obowiązku dochowania należytej staranności przy zbieraniu materiałów i przekazywaniu jak najdokładniej faktów. Sędziowie strasburscy wskazali, że opisując sprawę prokurator, dziennikarz „Faktów i Mitów” nie spotkał się z bohaterką publikacji i nawet nie zabiegał o poznanie jej punktu widzenia. Oceniają postawę przedstawicieli gazety, Trybunał odwołał się do postępowania krajowego. Podniósł, że został zebrany obszerny materiał dowodowy zawierający potwierdzający jak negatywny wpływ miała publikacja na działalność pani prokurator. Sądy krajowe, zdaniem ETPC, w wystarczającym stopniu wykazały nierzetelność dziennikarzy, a zobowiązanie do publikacji przeprosin i wysokości zadośćuczynienia były proporcjonalne do przewiny i nie zagrażały finansowemu istnieniu gazety. Konkludując Trybunał uznał, że nie doszło do naruszenia swobody wypowiedzi skarżących.

Felieton Dominiki Bychawskiej-Siniarskiej.

 
<< Początek < Poprzedni 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Dalej > Ostatnie >>

pomorskie zachodniopomorskie warmińsko-mazurskie podlaskie mazowieckie kujawsko-pomorskie lubuskie wielkopolskie łódzkie dolnośląskie opolskie śląskie świętokrzyskie małopolskie podkarpackie lubelskie